Dwa lata temu zaczął chodzić mi po głowie temat dotyczący tego w jakim kierunku faktycznie ukształtował się ale też i w jakim zmierza internet. Myślałem nawet, żeby myśli te skonkretyzować do postaci konkretnego medium internetowego aczkolwiek do dnia dzisiejszego jeszcze sama idea nie jest chyba albo na tyle doskonała albo po prostu nie odpowiedziałem sobie na kilka krytycznych pytań dotyczących względów technologicznych. Tak, programistą nigdy nie byłem i nie zamierzam być. Na pewno nie kolejnym bo jest ich już zbyt wielu a dotarcie do ich poziomu zajęło by mi dużo więcej czasu niż jestem sobie to w stanie chyba wyobrazić. No ale inne rzeczy umiem sobie wyobrażać…

Dzisiaj internet to potężne źródło informacji. Nie ma co do tego pytań. Nie mniej jednak sposób interakcji między mną a internetem jest taki, że to raczej ja uczę się korzystając z internetu a on udziela mi jedynie informacji. Za pewne już w główie zrodziło Ci się pytanie – gdzie ja tu szukam tej “dziury w całym” ?

Skala dostosowania do siebie elektronicznego świata informacyjnego zaczyna iść w coraz lepszym kierunku. Pojawiają się nowe rozwiązania, które sprawiają, że mamy możliwość zintegrowania wielu źródeł informacji w jednym miejscu, które nawet jesteśmy w stanie polubić i się do niego przyzwyczaić a nawet emocjonalnie się do niego przyzwyczaić. Chociaż tak czy inaczej, wszystko to są niejako “filtry”, które jedynie wpływają na szybkość w dostępie do tego czego potrzebuję.

Wiele niestety jest rzeczy takich, których nie potrzebuję, nie szukam i nawet nie mam zamiaru w bliskiej przyszłości szukać. I tu w głowie rysuje mi się ten obrazek chwili obecnej dotyczący serwisów internetowych. Mówiąc serwisy internetowe mam na myśli wszystko od pamiętnika czy też bloga, przez serwis informacyjny, po portal społecznościowy. We wszystkich tych miejscach jest coś takiego jak reklama i niestety jest to dość duży odsetek w relacji co do zainteresowania jakim cieszy się dane medium.  Bardzo duże portale informacyjne typu gazeta.pl, wp.pl, interia.pl, onet.pl (kolejność przypadkowa) ale także wiele innych, które sami znacie – dostarcza codziennie olbrzymiej ilości informacji do nas – internautów, pasjonatów kolekcjonowania znaczków, zawodowych szwaczek, dyrektorów agencji interaktywnych, strażaków, nauczycieli i do Pana listonosza na którego właśnie czekam – też.

Niestety reklamy, które ukazują się naszym oczom są dziś powiedzmy sobie otwarcie – nudne technologicznie (nie zawartościowo !) ale w dalszym ciągu w jakimś procencie (no w zależności od możliwości ich targetoawnia przez medium) skuteczne.

Wiele serwisów internetowych zmieniło się bardzo odkąd powstało coś takiego jak Web 2.0. Zmieniło się na lepsze. Wszystko jest bardziej przyjazne dla oka a użytkownicy, którzy nie korzystają na co dzień z internetu w środowisku wersji “PRO” nie mają takich problemów z poruszaniem się po nim jak mieli kiedyś.

Tak czy inaczej, bardzo irytuje mnie, kiedy szukam jakiejś informacji a po oczach dostaję obrazkiem przedstawiającym kolejny rodzaj kredytu czy też kolejne niskie oprocentowanie albo np. możliwością przelecenia się z Gdańska do Szwecji. Fajnie – interesujące, ale niestety nie dzisiaj – może kiedyś. I mówię coś takiego mimo iż, portale które odwiedzam posiadają informacje na temat regionu z którego ich odwiedzam. Według mnie sam region a nawet powiązanie regionu i tematyki informacji, którą skrzętnie przeglądam – to też jest zbyt mało, by pomyśleć było można o czymś takim jak na prawdę skuteczne kanały dostarczania usług i produktów w momencie… faktycznego istnienia potrzeb czy zainteresowania. Nawet samo medium dostarczające konkretnych informacji a mam tutaj na myśli coś takiego jak portal finansowy – to zbyt mało by dotrzeć do właściwego czasu w którym w internaucie kreuje się potrzeba na dokonanie zakupu konkretnego produktu finansowego. No tak… za pewne wiele jest głosów, które twierdzą, że przecież odpowiedni czas czy też potrzebę kreuję się produktem/usługą a nie czeka aż “to będzie ten moment” – Fakt. I to jest dobre, zdrowe podejście ale to tylko sama sprzedaż a temat o którym w mojej kołysce śnie po nocach jest szerszy.

Kreowanie przez użytkownika powodu dostarczania informacji w interakcji z medium internetowym. Ładna nazwa, lekko szokująca i można pomyśleć, że faktycznie przyleciałem z marsa a nie urodziłem się na ziemi.

To wszystko do czego zmierzam to parę faktów, które dzisiaj każdy zauważa.
Jest coś takiego jak internet i jest to niewyobrażalnie duże źródło wiedzy. Jest coś takiego jak reklama w internecie, która przybiera różną postać i dostarcza internautom produktów/usług, którymi faktycznie mogą być zainteresowani… lub po prostu jeżeli jest potrzeba a nie ma reklamy – no to sobie to znajdziemy na Allegro albo z pomocą Wielkiego Brata G. i i tak naszą potrzebę w jakiś sposób zaspokoimy.

Tylko tak zastanawia mnie architektura relacji między całym internetem a jego odbiorcami – konsumentami dóbr i usług. Z tego co zuważam, nie ma medium internetowego, które mnie zna i jest w stanie dostosowac się do mnie, do tego gdzie jestem, do tego w jakiej sytuacji jestem i do tego jak się rozwijam. Można by powiedzieć, że Zosia uczy się dzięki internetowi a internet względem niej zyskuje tylko trochę zdawkowych informacji (oglądalność danego medium, skuteczność dotarcia z informacjami itp.). Zosia jest jedną z wielu dziewczynek, które składają się na grupę młodzieży i nic więcej.

Wchodzę dajmy na to, na portal X i z tego w jaki sposób jestem w stanie opisać te relację między mną a tym medium – to nazywam to: push. Rynek pompuje w internet mase informacji – to też jest “push”. Użytkownicy sami pompują do internetu informacje o swoich upodobaniach i tak dalej – to także jest pewna forma “push” – tyle, że już nieco bardziej wartościowa – bo dotyka jednostki i kształtuje relacje między ludźmi – tak jak ja pisząc teraz te słowa kształtuje jakiąś relację między Wami a sobą i efekt tego będzie prosty: albo będziecie czytać mnie dalej albo nie. I wszystko to tak czy inaczej jest push informacyjny.

Wielki Brat G. wydaje się monitorować to kim jestem i czym się interesuję – brawo ! Jedyne miejsce w internecie u którego zauważam te konkretną tendencję… którą nazywam “pull”. Pull informacji na mój temat. W wynikowej Google Pull a mną, ja uzyskuję informacje na temat tego czego szukam a Google uczy się mnie… tylko do czego on to stosuje ? Tak ! Do tego by serwować mi lepsze wyniki przy kolejnych wyszukiwaniach. Brawo brawo, dobrze – ale to tylko jedno miejsce – Google.

A gdyby tak, sprawić że powstanie standard utrzymywania informacji w postaci cyfrowej i zakodowanej i stosować w mediach internetowych coś takiego jak inteligentny pull i repush informacyjny ? Masakra !

Abstract:
Zosia ma 14 lat, jej mama pracuje w banku a ona sama korzysta z jej laptopa w czasie kiedy mama jest w pracy. Zosia lubi oglądać kreskówki o Dexterze i DeeDee, interesuje się żabami i baletem. To oczywiście tylko niektóre z jej zainteresowań. Tak więc Zosia i Necia jak widać od długiego czasu, to takie dobre koleżanki – tyle że Necia dostarcza Zosi dużo tylko takich informacji o które zostanie zapytana. Necia taka już jest od urodzenia, czasem potrafi dawać więcej wiedzy i jest w stanie powiedzieć Zosi coś na temat zbliżony do tego o który jest pytana.

Zośka ma 21 lat. Ze swoim nowym chłopakiem zapoznała ją Necia. Dała jej możliwość rozwinięcia z chłopakiem kontaktu w wolnych od szkoły chwilach. Zośka ponadto idzie już na studia. Liceum ma już z głowy, Necia często pomagała jej odrabiać prace domowe i przygotowywać się do klasówek. Można powiedzieć, że zarówno przyjaźń z Necią jak i pierwsza prawdziwa miłość zaczynają coraz mocniej rozkwitać.

Pani Zofia w wieku lat 28 jest już po studiach, ma pracę – tak jak jej mama wybrała drogę na rynku finansowym. Necia w większości spraw, które załatwia Pani Zofia – cały czas pomaga jej w osiąganiu tych efektów, na których Zofii zależy. Sama Zofia zaś ma też męża i nie jest to ten chłopak, w którym tak bardzo dzięki Neci mogła się zakochać, ale jest wspaniały i też zna się z Necią. Ta dobra przyjaciółka szczęśliwej pary często podpowiada im i mówi o wielu dostępnych rzeczach takich jak nowe oferty pracy, wycieczki turystyczne, nowe modele telefonów komórkowych i stawki u operatorów. Tak… Necia łebska jest !

Przychodzi kiedyś smutny dzień, bardzo smutny dla męża Pani Zofii i jej wszystkich znajomych. Zofia odchodzi na dobre w wieku 39 lat. Necia mimo tego, że była przy niej przez większość jej życia jest tym razem obojętna wobec całej tej sytuacji.Ma ona przecież miliardy znajomych ale niestety wydaje się jej tylko, że zna ich wszystkich. Coś o nich wszystkich niby wiedziała, często dawała im możliwość poszerzenia swojej wiedzy z wielu dziedzin ale jej pamięć zawsze była tak krótka, że praktycznie nie wie kim była Pani Zofia, nie pamięta już w jaki sposób się poznały i gdzie, nie pamięta nawet tego w czym pomagała Zosi kiedy była mała.

Dziarska sztuka z tej Neci – jest ponadczasowa i nie grozi jej coś takiego jak Pani Zofii. Ma też wiele mądrych córek i synów, z którymi często zapoznaje miliardy swoich “znajomych”.

End of Abstract.

Tak właśnie wygląda nic innego jak dzisiejszy internet (Necia) i wszelkiej maści media internetowe udostępniające informacje (córcie i synkowie Neci). Wszystko to jest jedynie push. Aż chce się zapytać samego siebie jakby to wszystko wyglądało, gdyby faktycznie kiedyś udało się ukształtować architekturę relacji inteligentnego push + pull + re-push i zapętlić to w skali każdej córki Neci i każdego jej synka…

Tak dla jasności – ten dolar stoi przy rynku bo nie mogłem znaleźć w Mind Managerze ikonki od Euro… nie wiem czemu.

Dysponując medium internetowym, wokół którego zgromadzona jest społeczność jakiegokolwiek rozmiaru, wyobrażam sobie możliwość zwiększenia wartości dodanej dla wszystkich użytkowników (internautów). No to wypaliłem – teraz aż chce się wrzasnąć “heeee, niby jak ?” – a no niby tak:

Każdy portal w momencie kiedy powstaje, jest budowany w identyczny prawie że sposób pod względem architektury relacji między nim a jego grupą docelową. Cały czas, nadrzędnym celem u projektujących media internetowe jest: wstrzelić się w grupę docelową i ją do siebie przywiązać a później wejść we współprace z partnerami zewnętrznymi i zbierać profit na udostępnianiu im tejże relacji. Fajnie – działa, ale mi nie wystarczy ! Bo codziennie zalewany jestem zupełnie nie przydatnymi mi informacjami – wszędzie – w internecie, w chwili kiedy odnalazłem to czego poszukiwałem żmudnie, na mojej skrzynce emailowej i w mojej komórce też ! Telewizji już nie oglądam albo oglądam tylko to czego chcę – Ufff !

Sprawna kontrola informacji o samym internaucie, który na co dzień sięga do różnych informacji, mogła by wedle mojej wizji sprawić, że nowe media internetowe rozwijały by się znacznie szybciej i odnosiły by znacznie skuteczniejsze efekty. To wszystko przy jednoczesnym stopniowym obniżaniu poziomu niezadowolenia z uwagi na fakt braku informacji niepotrzebnych a zatem przeszkadzających i odwodzących internautę od tego czego faktycznie poszukiwał i potrzebował. I teraz CIACH ! Pada pytanie czy też stwierdzenie “człowieku jesteś chory i wątpie by dało się Ciebie wyleczyć – Ty marzysz o wprowadzeniu permanentnej inwigilacji ?”. Moja odpowiedż na takie twierdzące pytanie, jest taka: Tak, jeżeli miałaby to być inwigilacja inteligentna, do której żaden człowiek – nawet właściciel danego medium internetowego nie miał by wglądu jeżeli chodzi o dane dotyczące konkretnych jednostek.

“Na czym więc do jasnej anielki wyobrażasz sobie profit będąc odciętym od tych danych?”. Kwestia odcięcia właściciela medium od newralgicznych danych, które uważam za złoty gral dla wielu firm, jest niewątpliwie kwestią problematyczną jeżeli chodzi o to – w jaki sposób zabezpieczyć to wszystko na tyle, by nie było mowy o jakimkolwiek wycieku takich danych. No ale tak odszedłem trochę od konkretnej odpowiedzi na pytanie: Faktycznym zyskiem dla właściciela takiego medium internetowego jest już sama informacja, że jego przedsięwzięcie skupia w sobie dane na temat konkretnych jednostek ale w ujęciu ogólnym – szerszym, niezawężonym do wiedzy o konkretnej Pani Kowalskiej a o konkretnej grupie Pań, która współdzieli pewne preferencje. Już takie dane według mnie są niewyobrażalnie cenne, bo po co mi wiedza na temat Pani X ? Ja piję tu do zdobywania wiedzy na temat właśnie tak jak napisałem powyżej – wiedzy o konkretnych grupach Pań i Panów, które współdzielą pewne preferencje i na bazie tychże preferencji ich życia mogą zostać niejako skojarzone ze sobą. Kojarzenie informacji między medium internetowym a jego grupą docelową = profit. Posiadanie wiedzy na temat konkretnych typów skojarzeń między użytkownikami = proft.

Do tego wszystkiego zachowany zostaje spokój społeczności, która może spać spokojnie będąc pewna tego, że właściciela portalu X nie interesuje to, że ma co miesiąc innego kochanka czy też, że jej nazwisko jest takie a takie i mieszka pod takim a takim adresem. Zatem wydaje mi się, że nie ma mowy o odcięciu się od “swoich internautów” na poziomie medium. Jeszcze raz: dane konkretne (o które tak większość zabiega) na temat konkretnego użytkownika X (jednostki) nie są potrzebne właścicielowi medium – on jedynie na poziomie backendu informacyjnego obraca nimi i handluje ze swoimi partnerami zewnętrznymi, którzy szukają klientów na swoje usługi i produkty. Ważne jest budowanie zaplecza informacyjnego i w tym modelu, który widzę – mądre zarządzanie nim przy jednoczesnym zachowaniu zaufania względem internautów = great success – jak mawiał Borat.

Tak więc według mnie, w nowo powstających mediach internetowych powinniśmy skupiać się na:

a) kreowaniu zaufania względem swojej grupy docelowej,
b) zbieraniu dokładnych danych na temat tego jakimi informacjami i którzy internauci, są zainteresowani przeglądając dane medium i uzyskując tym samym dane na temat grup współdzielących dane preferencje (safe-pull),
c) efektywnym dostarczaniu informacji na bazie uzyskanych danych o użytkownikach (re-push) co równe jest kreowaniu relacji między konkretnymi potrzebami jednostek (internauci) a informacjami zewnętrznymi (świat, kraj, rynki),

O wykorzystaniu Web 2.0 nie będę tu wspominać bo chyba jasnym jest, że przy czymś takim gniota do ludzi puścić nie można.

I to co wypunktowałem na chwilę obecną to jest to minimum, które na pewno wiem, że musi istnieć jako podstawa. Po co to wszystko ? Hmm… no chyba po to, by nie było tego całego “wmiare sprawnie stargetowanego” zalewu informacyjnego no i po to, by każdy z nas czuł, że w dobie rozwoju technologicznego są jednak takie miejsca, które są w stanie dostarczać czegoś więcej niż po prostu “informacja” a mówiąc więcej: integrować się nie na zasadzie: medium <-> medium a na zasadzie: medium <-> użytkownik <-> inne medium.

Przy tej wyśnionej wizji jest ogrom możliwości ale wiele jest też punktów zapytania takich jak przykładowo technologia. Jaka technologia i jaka moc była by w stanie pociągnąć te całą wiedzę od społecznośći, przemielić to wszystko i jeszcze wypluć z powrotem do tych, którzy faktycznie mają takie a nie inne potrzeby. To jest trafne pytanie – i sam próbuję doszukać się czegoś takiego co w efekcie sprawia, że czekam na tak efektywną technologię i rozwiązania, na których będzie można spróbować zastosować to o czym tak myślę.

Nie tak dawno na blogu Artura Kurasińskiego przeczytałem bardzo ciekawy artykuł dotyczący mobilnych społeczności internetowych. W sumie temat ten nie tylko mnie ale za pewne i wielu wielu innym osobom od długiego czasu zaprząta umysł i nie daje skupić się na tym normalnym, codziennym a miejscami nawet szarym i nie aż tak optymistycznym życiu realnym. Temat według mnie bardzo dobry ale jak to już napisałem w komentarzach u AK74 nawiązując do głównego pytania artykułu “Czy już czas ?” – myślę, że napewno jeszcze to nie czas na realizację. To na pewno jest czas na pewne przemyślenia, zebranie wszystkiego w jedną spójną całość i zastanowienia się nad tym, jaki z modeli biznesowych powinien być zastosowany by mobilne społeczności internetowe mogły dotrzeć do masowych odbiorców.

W sumie z tego co widze i co dalej podtrzymuję – problemy są dwa główne.

Pierwszy to oczywiście technologia.
Bez dobrego multimedialnego telefonu czy też jak kto woli smartphonu, nie ma mowy o tym by doznania z mobilnego medium były dla ludzi przykuwające i niewyobrażalnie satysfakcjonujące na długie… godziny ? Jeżeli masy nie będą posiadać taniego dostępu do urządzeń wysokiej technologii – to niestety o społecznościach mobilnych możemy zapomnieć na jeszcze bardzo długo. Mowa oczywiście o masach nie biznesowych, zarabiających co najwyżej średnią krajową. Do tego dochodzą takie grupy ludności jak młodzież czy studenci – często gęsto niestety nie jest właśnie tak, że mimo wszystko studenciak znajdzie w kieszeni bez problemu pare set złotych na to tylko by “móc być częścią mobilnej społeczności”. I takich analogicznych przypadków jest wiele, są ich całe masy.

Cały czas tak mówię “społeczności mobilne”, “społeczności internetowe” – co tu mam na myśli. Zacznę może od tego drugiego sformułowania:

Wg. Wikipedii:
“Społeczność internetowa jest to zbiorowość ludzi, w której interakcje odbywają się za pośrednictwem Internetu.

Typowe społeczności internetowe powstają w oparciu o:

  • grupy dyskusyjne (Usenet)
  • e-mailowe listy dyskusyjne (ang. mailing list)
  • fora dyskusyjne
  • kanały IRC
  • chaty
  • portale lub wortale internetowe (np. Flickr)
  • blogi

…”

Mówiąc w skrócie – wszystkie te miejsca do których zaglądasz/korzystasz z nich uzyskując jednocześnie możliwość interakcji z pozostałymi osobami.

Czym więc jest społeczność mobilna ? Na dzień 30.06.2008 w wikipedii takiej definicji nie ma – sprawdziłem. Taki typ społeczności nie mniej jednak wywodzi się od mobilnego internetu – czyli takiego internetu, który pozwala na dostęp do informacji z telefonu komórkowego. Wyobraź sobie wszystkich Twoich znajomych zalogowanych do portalu który znasz i odwiedzasz (dodatkowo masz tam np. swój profil) za pomocą komórki. Tak to wszystko, więcej wody już tu nie poleję.

Wracając do problemu dotyczącego upowszechnienia się na skalę masową urządzeń pozwalających na dostęp do takiego typu społeczności i usług. Faktycznie jeżeli nie nastąpi boom na bardzo dostępne telefony komórkowe nowych technologii – społeczności mobilne “bye bye”.

Drugim problemem który widzę, to operatorzy sieci komórkowych.
Wszyscy dobrze wiedzą czym jest operator sieci komórkowej a więc o tym wody lać nie muszę – Thank God ! Tylko dlaczego tutaj jest problem ? No… tam gdzie nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o kasę. Tak już jest było i będzie. Ceny transferów danych musiałyby bardzo spaść, tak żeby funkcjonalność mobilnych społeczności mogła zostać w pełni wykorzystana zamiast po części… lub zmarnowana.

Obecni operatorzy serwują nam w swoich ofertach dość wysokie ceny za transfer danych a sama jakość tego transferu można powiedzieć, całe szczęście zmierza ku lepszemu z roku na rok.

Jakie więc rozwiązanie z sytuacji ? Tego chyba dzisiaj nikt jeszcze nie wie ani nie jest pewien, ale wydaje mi się, że krok ku temu boom zostanie zainicjowany przez stworzenie takiej wartości w internecie mobilnym, że ludzie zaczną tego potrzebować. Prosta zależność, w dzisiejszych czasach – rynek reaguje bardzo dynamicznie na potrzeby klientów. Nowe produkty i usługi powstają w odpowiedzi na potrzeby konsumentów. Zatem jeżeli potrzebą konsumentów będą: tańsza technologia oraz tańszy transfer danych – myślę, że operatorzy komórkowi i producenci telefonów komórkowych mogli by na pewno zawiesić oko nad tematem.

A jak sprawić by Op’y zainteresowały się faktycznie tematem i stwierdziły – że tracą część przychodów z uwagi na zbyt wysokie stawki za transfer danych ?

Nie jestem taki pewien czy nasza-klasa, która cieszy się wielomilionową społecznością dała by tutaj tego bakcyla operatorom ale również i producentom telefonów komórkowych, by zaczęli oni obniżać swoje stawki do takiego poziomu “żeby masy mogły korzystać z naszej klasy”. Ciekawe – nie przypominam sobie bym miał talent do rymowania ale o tej godzinie musicie mi już wybaczyć. Sorry – ale oglądanie dupek przez komórkę to zbyt mało. Pakowanie przez komórkę swoich fotek do takiego medium ? No już bliżej ale nadal zimno jak dla mnie a operatorem nie jestem, nie byłem ani nigdy nie będę.

Do tego wszystkiego uderzyć wydaje mi się trzeba by od innej strony. Usługi bankowe, rozrywka, turystyka (linie lotnicze), seks (?!), gastronomia itp. itd. to wszystko musiało by móc skorzystać na “byciu mobilnym”.

W bardziej jasny sposób: bardzo bym chciał móc zrealizować przelew czy też dokonać innej operacji na swoim koncie mając do dyspozycji wyłącznie komórkę. Tak samo chciałbym móc zarezerwować bilet na lot last-minute w momencie kiedy jestem gdzieś na mieście a już na pewno chciałbym móc zarezerwować sobie bilet do kina, zapłacić za niego i po prostu wejść do kina i obejrzeć film. Do tego chciałbym by moja kobieta, której mówiłem że w domu będę o godzinie 15.00 jednak obiad zaczęła robić nieco później z uwagi na fakt iż widzi ona, że jestem w konkretnym kinie na konkretnej ulicy i seans na który się wybrałem trwa do 16.00.

Fajna perspektywa… ale wciąż tak bardzo odległa.

Jak tu więc zarzucić bakcyla w odpowiednie miejsca by takie media mogły powstać ? No chyba wielu opcji niestety nie ma. Albo podłapie to sam operator, jak to faktycznie pisał w komentarzach na blogu Artura Kurasińskiego, Jacek Gadzinowski – który to operator będzie na tyle mądry a do tego będzie posiadał odpowiedni sztab ludzi pracujących nad stworzeniem usług dostępnych w wersji mobilnej, wszystkie te usługi będą dostępne dla mas w odpowiednim modelu biznesowym i dodatkowo znajdą się tutaj usługi partnerów zewnętrznych (banki, restauracje itp. itd) to wtedy, być może udało by się odnieść sukces.

Może również faktycznie stać się tak, że powstanie medium, skupi ono wokół siebie bardzo dużą ilość osób a usługi dostępne za pomocą tego medium to będzie coś więcej niż obejrzyj/dodaj fote/komentarz. Bo po co mi takie coś skoro na NK mogę zajrzeć  w wolnej chwili będąc w domu gdzie mam sztywne łącze. To musi być coś więcej, to musi być wartość dodana do możliwości życia realnego.

W operatorów i taką ideę z ich strony – jeszcze chwilowo nie dowierzam. W medium, które będzie w stanie w wersji mobilnej dać więcej niż na dzień dzisiejszy za wykorzystaniem mobilnego internetu – jakimś cudem bardziej. Tylko pytanie – kto się tego podejmie. Zawiązanie jakiejś współpracy między operatorami a największymi z obecnie dostępnych portali internetowych ? Dalej trochę nie dowierzam bo ludzie są po prostu zbyt chciwi i często chcieliby być pierwsi, tak by zyskać przewagę na nowym rynku. Taka sama idea realizowana jednocześnie ale pod własnym szyldem: kilku banków na X, kilku portali na X, kogoś jeszcze spośród X ? To rodzi z kolei problem ewentualnej intergracji tych wszystkich dostępnych usług w internecie mobilnym. Tak więc jakie do tego powinno być urządzenie ? Jaki soft, który dałby radę na zintegrowanie tego wszystkiego do takiej postaci by można było to zmieścić telefonie komórkowym, który każdy z nas posiada ?

Bez gigantycznych zasobów na inwestycję w: technologię, rozwój pomysłu, zarażenie nim instytucji zewnętrznych tak by chciały dołączyć, promocję tego wszystkiego do ludzi no i oczywiście masy informacji ułatwiających życie w wersji mobilnej w mediach uzależniających w wersji mobilnej – niestety nie dowierzam.

Poszukałem dzisiaj trochę informacji na temat portalu który już znają wszyscy mianowicie o nasza-klasa.pl. To co znalazłem prawdopodobnie większość z Was już widziała na oczy – ja sam doszukałem się tego dopiero dzisiaj i lekko mnie to zaszokowało… tylko dlaczego ?

Szerzej: mam parę takich pomysłów na media w internecie, które myślę miały by rację istnienia i zastanawia mnie jak bardzo wrażliwe dane były by w nim przechowywane, jaki poziom anonimowości musiałby być utrzymany ale przede wszystkim jakie dane udało by się uzyskać od samych ludzi skupionych wokół medium jako społeczność. I odpowiedź mimo moim obawom jest jednak bardzo przejrzysta i prosta: duży odsetek społeczności dałby tyle informacji o sobie względem tego jaką ma potrzebę. Czyli jeżeli ktoś poszukuję partnera/partnerki do niezobowiązujących spotkań – to udzieli wszelkich informacji żeby tylko jego potrzeba została zaspokojona. Wszelkich, nawet przedstawiających jego własną osobę. Wprawdzie ameryki nie odkryłem i można by powiedzieć, że tak przecież jest i było od dawna.

No fakt, tyle tylko że to co zobaczyłem tutaj to tak leciutko przeszło moje oczekiwania. Do tej pory z tego co miałem możliwość zobaczyć, to raczej chętni i chętne na sex, jakiejś swojej anonimowości jednak przestrzegali – np. zamazywali twarz, tak żeby nie dało się do końca rozpoznać danej osoby. A tu taki pikuś. Tylko proszę niech mi ktoś nie zarzuci “Te a skąd jesteś taki pewien czego ona szuka” – bo te fotki to raczej mówią same za siebie ;)

Hmm… czyli jednak jest przyszłość na “sex community”, które mogło by istnieć i na którym dało by się zrobić profit. Wiadomo, że ta branża nie należy do takich z którymi warto się obnosić a raczej może nie tyle co warto ale “wypada”. Nie mniej jednak z tego widzę, masy były by bardzo zainteresowane i rynek zbytu jakiś to jest.

I pewnie na taki pomysł powstania takiego medium wpadło już wiele osób ale nie jestem pewien jak te osoby poradziły sobie z problemami takimi jak:

  • wiek osób należących do społeczności,
  • opinia publiczna o członkach społeczności wywierająca wpływ na życie zawodowe,
  • ingerencja w propagację tzw. “safe-sex”.

Więcej wymieniać chyba nie trzeba – to są globalne problemy, które dotykają ludzi w skali światowej jeżeli chodzi o tego typu kwestie. Jedno to wykorzystywanie dzieciaków do tego do czego ich się nie powinno nigdy wykorzystywać (przeczytaj to) a drugie to po prostu utrata pracy i wykluczenie z życia społecznego. Trzecie to problem kończący się jeszcze większą tragedią jaką jest śmierć (AIDS).

Według mnie, na przestrzeni dosłownie kilku lat dokona się dość mocny przełom, jeżeli chodzi o interakcje międzyludzkie z wykorzystaniem rozwiązań i mediów internetowych (ale także np. telefonii komórkowej kolejnej generacji itd. bo oznaki tego już dziś widać, wystarczy się tylko rozejrzeć).

Myślę więc, że kolejne media, które będą powstawać po to by założyciele mogli przeliczać co miesiąc profit, powinny być mediami lepszymi, bardziej uświadamiającymi lub też przypominającymi ludziom, że zycie tak na prawdę jeżeli da się je wpuścić w ten wir fanstastycznego przyszłego jeszcze świata interaktywnego, może zaowocować prawie jak wpuszczeniem tego życia w kanał niżeli wyniesieniem z tego przyjemności, satysfakcji czy też po prostu zadawalającego efektu. I to jest ryzyko wedle moich intecji dla świata i ludzi życjących na nim, którego osoby zakładające (bo pewnikiem jeżeli nie już to za niedługo – mówię cały czas o polsce) biznes w tego typu branży nie powinny omijać i przechodzić koło niego bokiem patrząc wyłącznie na swój potencjalny profit.

I to są właśnie te problemy z którymi według mnie trzeba by było się uporać najpierw od strony projektu tak by stworzyć coś co faktycznie te konkretne potrzeby będzie w stanie zaspokoić ale zaspokoić w wydźwięku “z głową”.

Może trochę więcej o skutkach tych trzech problemów, które wymieniłem powyżej:

  • Wiek osób należących do społeczności
    no chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, tego jak wielkie masy dzieciaków mają dzisiaj dostęp do internetu i w jaki sposób i jak szybko to postępuje. Ryzyko które niesie za sobą otwarcie i upowszechnienie takiego medium spod znaku zakazanego owocu, to więcej młodych matek, niechcianych ciąż, wykorzystywanie nastolatków i pewnie jeszcze można by parę rzeczy wymienić.
  • Opinia publiczna o członkach społeczności wywierająca wpływ na życie zawodowe
    Pani Kowalska może być wybitnym menedżerem a może mieć bardzo dewiacyjne zainteresowania i taka informacja, w momencie kiedy rozniosła by się wśród osób współpracujących z Panią Kowalską – może mieć jedynie negatywny wpływ na jej życie zawodowe. Czemu ? Bo niestety tak tolerancyjnym społeczeństwem nie jesteśmy i raczej nigdy nie będziemy.
  • Ingerencja w propagację tzw. “safe-sex”
    Jakby nie patrzeć, jeżeli dajemy ludziom możliwość zawiązania ze sobą relacji, które pozwalają na zaspokojenie tych najbardziej podstawowych potrzeb to powinniśmy również zrobić coś aby Ci ludzie byli uświadomieni jakie ryzyko niesie za sobą współżycie a tym bardziej jeżeli mówimy o niestałym partnerze. Przy czym jedynie na plus dla społeczeństwa wyszło by gdyby coś takiego jak zabezpieczenie było dostępne za darmo – co do dzisiaj nie zostało wprowadzone w życie a z tego co zauważyć można patrząc wstecz o rok czy dwa, to widać że spadły ceny dóbr mających na celu zabezpieczyć człowieka przed nieoczekiwanym poczęciem życia czy też zarażenia się jakąś chorobą.

A pozatym, czy taka “bezpieczna sex społeczność” mogła by egzystować ? Temat ciężki i na pewno nie jeden zgani mnie jeszcze za to co tu napisałem, ale wydaje mi się, że tak – to ma prawo bytu bo jak widać, człowiek jest tylko człowiekiem i swoje potrzeby ma, z których nie zrezygnuje – no na pewno nie z tej potrzeby.

A jaki profit ? Olbrzymi, wprost niewyobrażalnie olbrzymi jeżeli włożyć w to trochę pomysłowości i zawiązać relacje między tym medium a rynkiem i usługami dla dorosłych.

Od samego siebie i nie pisać w jednym miejscu na wszystkie tematy tylko trochę to uporządkować.

Ostatnio bardzo interesuje mnie system WP, zatem zaczynam z nim przygodę i mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć zamierzony efekt. Na tym blogu nie będę pisać na tematy prywatne (od tego jest ten na blogspocie), będę tu natomiast pisać na tematy związane w jakiś sposób z biznesem a na pewno z internetem i tym wszystkim co interesuje mnie w sieci jeżeli chodzi o dostępne rozwiązania czy też te, które właśnie się ukazały lub dopiero się ukażą.

No cóż, zobaczymy jak to wyjdzie.

W sumie powodem pobocznym przez który zamierzam prowadzić dwa blogi – jeden prywatny a drugi “biznesowy” (tak to ujmijmy), jest to co boli mnie najbardziej i o czym myśle od dłuższego czasu. Pisałem o tym jakiś czas temu na swoim prywatnym blogu ale tutaj niedługo zamierzam opublikować reedycję tego co już ujrzało światło dzienne. Po prostu tutaj chcę trzymać poziom merytoryczny na nieco wyższym poziomie niż w poprzednim miejscu, gdzie wiele razy zdarzało mi się schodzić z wątku i iść gdzieś jakąś inną ścieżką i tak byłem w stanie przejechać temat zaczynając od serwera a kończąc na tym jak bardzo wiara w samego siebie jest w stanie zmienić obecną sytuację jednostki. Tak wiem, pewnie już myślicie że mam niepokolei w głowie a ja dorzucić mogę do tego tylko tyle, że faktycznie dopiero to szydło wyjdzie z worka w miarę kolejnych publikacji.