Archiwa miesięczne: lipiec 2008

Dwa lata temu zaczął chodzić mi po głowie temat dotyczący tego w jakim kierunku faktycznie ukształtował się ale też i w jakim zmierza internet. Myślałem nawet, żeby myśli te skonkretyzować do postaci konkretnego medium internetowego aczkolwiek do dnia dzisiejszego jeszcze sama idea nie jest chyba albo na tyle doskonała albo po prostu nie odpowiedziałem sobie na kilka krytycznych pytań dotyczących względów technologicznych. Tak, programistą nigdy nie byłem i nie zamierzam być. Na pewno nie kolejnym bo jest ich już zbyt wielu a dotarcie do ich poziomu zajęło by mi dużo więcej czasu niż jestem sobie to w stanie chyba wyobrazić. No ale inne rzeczy umiem sobie wyobrażać…

Dzisiaj internet to potężne źródło informacji. Nie ma co do tego pytań. Nie mniej jednak sposób interakcji między mną a internetem jest taki, że to raczej ja uczę się korzystając z internetu a on udziela mi jedynie informacji. Za pewne już w główie zrodziło Ci się pytanie – gdzie ja tu szukam tej “dziury w całym” ?

Skala dostosowania do siebie elektronicznego świata informacyjnego zaczyna iść w coraz lepszym kierunku. Pojawiają się nowe rozwiązania, które sprawiają, że mamy możliwość zintegrowania wielu źródeł informacji w jednym miejscu, które nawet jesteśmy w stanie polubić i się do niego przyzwyczaić a nawet emocjonalnie się do niego przyzwyczaić. Chociaż tak czy inaczej, wszystko to są niejako “filtry”, które jedynie wpływają na szybkość w dostępie do tego czego potrzebuję.

Wiele niestety jest rzeczy takich, których nie potrzebuję, nie szukam i nawet nie mam zamiaru w bliskiej przyszłości szukać. I tu w głowie rysuje mi się ten obrazek chwili obecnej dotyczący serwisów internetowych. Mówiąc serwisy internetowe mam na myśli wszystko od pamiętnika czy też bloga, przez serwis informacyjny, po portal społecznościowy. We wszystkich tych miejscach jest coś takiego jak reklama i niestety jest to dość duży odsetek w relacji co do zainteresowania jakim cieszy się dane medium.  Bardzo duże portale informacyjne typu gazeta.pl, wp.pl, interia.pl, onet.pl (kolejność przypadkowa) ale także wiele innych, które sami znacie – dostarcza codziennie olbrzymiej ilości informacji do nas – internautów, pasjonatów kolekcjonowania znaczków, zawodowych szwaczek, dyrektorów agencji interaktywnych, strażaków, nauczycieli i do Pana listonosza na którego właśnie czekam – też.

Niestety reklamy, które ukazują się naszym oczom są dziś powiedzmy sobie otwarcie – nudne technologicznie (nie zawartościowo !) ale w dalszym ciągu w jakimś procencie (no w zależności od możliwości ich targetoawnia przez medium) skuteczne.

Wiele serwisów internetowych zmieniło się bardzo odkąd powstało coś takiego jak Web 2.0. Zmieniło się na lepsze. Wszystko jest bardziej przyjazne dla oka a użytkownicy, którzy nie korzystają na co dzień z internetu w środowisku wersji “PRO” nie mają takich problemów z poruszaniem się po nim jak mieli kiedyś.

Tak czy inaczej, bardzo irytuje mnie, kiedy szukam jakiejś informacji a po oczach dostaję obrazkiem przedstawiającym kolejny rodzaj kredytu czy też kolejne niskie oprocentowanie albo np. możliwością przelecenia się z Gdańska do Szwecji. Fajnie – interesujące, ale niestety nie dzisiaj – może kiedyś. I mówię coś takiego mimo iż, portale które odwiedzam posiadają informacje na temat regionu z którego ich odwiedzam. Według mnie sam region a nawet powiązanie regionu i tematyki informacji, którą skrzętnie przeglądam – to też jest zbyt mało, by pomyśleć było można o czymś takim jak na prawdę skuteczne kanały dostarczania usług i produktów w momencie… faktycznego istnienia potrzeb czy zainteresowania. Nawet samo medium dostarczające konkretnych informacji a mam tutaj na myśli coś takiego jak portal finansowy – to zbyt mało by dotrzeć do właściwego czasu w którym w internaucie kreuje się potrzeba na dokonanie zakupu konkretnego produktu finansowego. No tak… za pewne wiele jest głosów, które twierdzą, że przecież odpowiedni czas czy też potrzebę kreuję się produktem/usługą a nie czeka aż “to będzie ten moment” – Fakt. I to jest dobre, zdrowe podejście ale to tylko sama sprzedaż a temat o którym w mojej kołysce śnie po nocach jest szerszy.

Kreowanie przez użytkownika powodu dostarczania informacji w interakcji z medium internetowym. Ładna nazwa, lekko szokująca i można pomyśleć, że faktycznie przyleciałem z marsa a nie urodziłem się na ziemi.

To wszystko do czego zmierzam to parę faktów, które dzisiaj każdy zauważa.
Jest coś takiego jak internet i jest to niewyobrażalnie duże źródło wiedzy. Jest coś takiego jak reklama w internecie, która przybiera różną postać i dostarcza internautom produktów/usług, którymi faktycznie mogą być zainteresowani… lub po prostu jeżeli jest potrzeba a nie ma reklamy – no to sobie to znajdziemy na Allegro albo z pomocą Wielkiego Brata G. i i tak naszą potrzebę w jakiś sposób zaspokoimy.

Tylko tak zastanawia mnie architektura relacji między całym internetem a jego odbiorcami – konsumentami dóbr i usług. Z tego co zuważam, nie ma medium internetowego, które mnie zna i jest w stanie dostosowac się do mnie, do tego gdzie jestem, do tego w jakiej sytuacji jestem i do tego jak się rozwijam. Można by powiedzieć, że Zosia uczy się dzięki internetowi a internet względem niej zyskuje tylko trochę zdawkowych informacji (oglądalność danego medium, skuteczność dotarcia z informacjami itp.). Zosia jest jedną z wielu dziewczynek, które składają się na grupę młodzieży i nic więcej.

Wchodzę dajmy na to, na portal X i z tego w jaki sposób jestem w stanie opisać te relację między mną a tym medium – to nazywam to: push. Rynek pompuje w internet mase informacji – to też jest “push”. Użytkownicy sami pompują do internetu informacje o swoich upodobaniach i tak dalej – to także jest pewna forma “push” – tyle, że już nieco bardziej wartościowa – bo dotyka jednostki i kształtuje relacje między ludźmi – tak jak ja pisząc teraz te słowa kształtuje jakiąś relację między Wami a sobą i efekt tego będzie prosty: albo będziecie czytać mnie dalej albo nie. I wszystko to tak czy inaczej jest push informacyjny.

Wielki Brat G. wydaje się monitorować to kim jestem i czym się interesuję – brawo ! Jedyne miejsce w internecie u którego zauważam te konkretną tendencję… którą nazywam “pull”. Pull informacji na mój temat. W wynikowej Google Pull a mną, ja uzyskuję informacje na temat tego czego szukam a Google uczy się mnie… tylko do czego on to stosuje ? Tak ! Do tego by serwować mi lepsze wyniki przy kolejnych wyszukiwaniach. Brawo brawo, dobrze – ale to tylko jedno miejsce – Google.

A gdyby tak, sprawić że powstanie standard utrzymywania informacji w postaci cyfrowej i zakodowanej i stosować w mediach internetowych coś takiego jak inteligentny pull i repush informacyjny ? Masakra !

Abstract:
Zosia ma 14 lat, jej mama pracuje w banku a ona sama korzysta z jej laptopa w czasie kiedy mama jest w pracy. Zosia lubi oglądać kreskówki o Dexterze i DeeDee, interesuje się żabami i baletem. To oczywiście tylko niektóre z jej zainteresowań. Tak więc Zosia i Necia jak widać od długiego czasu, to takie dobre koleżanki – tyle że Necia dostarcza Zosi dużo tylko takich informacji o które zostanie zapytana. Necia taka już jest od urodzenia, czasem potrafi dawać więcej wiedzy i jest w stanie powiedzieć Zosi coś na temat zbliżony do tego o który jest pytana.

Zośka ma 21 lat. Ze swoim nowym chłopakiem zapoznała ją Necia. Dała jej możliwość rozwinięcia z chłopakiem kontaktu w wolnych od szkoły chwilach. Zośka ponadto idzie już na studia. Liceum ma już z głowy, Necia często pomagała jej odrabiać prace domowe i przygotowywać się do klasówek. Można powiedzieć, że zarówno przyjaźń z Necią jak i pierwsza prawdziwa miłość zaczynają coraz mocniej rozkwitać.

Pani Zofia w wieku lat 28 jest już po studiach, ma pracę – tak jak jej mama wybrała drogę na rynku finansowym. Necia w większości spraw, które załatwia Pani Zofia – cały czas pomaga jej w osiąganiu tych efektów, na których Zofii zależy. Sama Zofia zaś ma też męża i nie jest to ten chłopak, w którym tak bardzo dzięki Neci mogła się zakochać, ale jest wspaniały i też zna się z Necią. Ta dobra przyjaciółka szczęśliwej pary często podpowiada im i mówi o wielu dostępnych rzeczach takich jak nowe oferty pracy, wycieczki turystyczne, nowe modele telefonów komórkowych i stawki u operatorów. Tak… Necia łebska jest !

Przychodzi kiedyś smutny dzień, bardzo smutny dla męża Pani Zofii i jej wszystkich znajomych. Zofia odchodzi na dobre w wieku 39 lat. Necia mimo tego, że była przy niej przez większość jej życia jest tym razem obojętna wobec całej tej sytuacji.Ma ona przecież miliardy znajomych ale niestety wydaje się jej tylko, że zna ich wszystkich. Coś o nich wszystkich niby wiedziała, często dawała im możliwość poszerzenia swojej wiedzy z wielu dziedzin ale jej pamięć zawsze była tak krótka, że praktycznie nie wie kim była Pani Zofia, nie pamięta już w jaki sposób się poznały i gdzie, nie pamięta nawet tego w czym pomagała Zosi kiedy była mała.

Dziarska sztuka z tej Neci – jest ponadczasowa i nie grozi jej coś takiego jak Pani Zofii. Ma też wiele mądrych córek i synów, z którymi często zapoznaje miliardy swoich “znajomych”.

End of Abstract.

Tak właśnie wygląda nic innego jak dzisiejszy internet (Necia) i wszelkiej maści media internetowe udostępniające informacje (córcie i synkowie Neci). Wszystko to jest jedynie push. Aż chce się zapytać samego siebie jakby to wszystko wyglądało, gdyby faktycznie kiedyś udało się ukształtować architekturę relacji inteligentnego push + pull + re-push i zapętlić to w skali każdej córki Neci i każdego jej synka…

Tak dla jasności – ten dolar stoi przy rynku bo nie mogłem znaleźć w Mind Managerze ikonki od Euro… nie wiem czemu.

Dysponując medium internetowym, wokół którego zgromadzona jest społeczność jakiegokolwiek rozmiaru, wyobrażam sobie możliwość zwiększenia wartości dodanej dla wszystkich użytkowników (internautów). No to wypaliłem – teraz aż chce się wrzasnąć “heeee, niby jak ?” – a no niby tak:

Każdy portal w momencie kiedy powstaje, jest budowany w identyczny prawie że sposób pod względem architektury relacji między nim a jego grupą docelową. Cały czas, nadrzędnym celem u projektujących media internetowe jest: wstrzelić się w grupę docelową i ją do siebie przywiązać a później wejść we współprace z partnerami zewnętrznymi i zbierać profit na udostępnianiu im tejże relacji. Fajnie – działa, ale mi nie wystarczy ! Bo codziennie zalewany jestem zupełnie nie przydatnymi mi informacjami – wszędzie – w internecie, w chwili kiedy odnalazłem to czego poszukiwałem żmudnie, na mojej skrzynce emailowej i w mojej komórce też ! Telewizji już nie oglądam albo oglądam tylko to czego chcę – Ufff !

Sprawna kontrola informacji o samym internaucie, który na co dzień sięga do różnych informacji, mogła by wedle mojej wizji sprawić, że nowe media internetowe rozwijały by się znacznie szybciej i odnosiły by znacznie skuteczniejsze efekty. To wszystko przy jednoczesnym stopniowym obniżaniu poziomu niezadowolenia z uwagi na fakt braku informacji niepotrzebnych a zatem przeszkadzających i odwodzących internautę od tego czego faktycznie poszukiwał i potrzebował. I teraz CIACH ! Pada pytanie czy też stwierdzenie “człowieku jesteś chory i wątpie by dało się Ciebie wyleczyć – Ty marzysz o wprowadzeniu permanentnej inwigilacji ?”. Moja odpowiedż na takie twierdzące pytanie, jest taka: Tak, jeżeli miałaby to być inwigilacja inteligentna, do której żaden człowiek – nawet właściciel danego medium internetowego nie miał by wglądu jeżeli chodzi o dane dotyczące konkretnych jednostek.

“Na czym więc do jasnej anielki wyobrażasz sobie profit będąc odciętym od tych danych?”. Kwestia odcięcia właściciela medium od newralgicznych danych, które uważam za złoty gral dla wielu firm, jest niewątpliwie kwestią problematyczną jeżeli chodzi o to – w jaki sposób zabezpieczyć to wszystko na tyle, by nie było mowy o jakimkolwiek wycieku takich danych. No ale tak odszedłem trochę od konkretnej odpowiedzi na pytanie: Faktycznym zyskiem dla właściciela takiego medium internetowego jest już sama informacja, że jego przedsięwzięcie skupia w sobie dane na temat konkretnych jednostek ale w ujęciu ogólnym – szerszym, niezawężonym do wiedzy o konkretnej Pani Kowalskiej a o konkretnej grupie Pań, która współdzieli pewne preferencje. Już takie dane według mnie są niewyobrażalnie cenne, bo po co mi wiedza na temat Pani X ? Ja piję tu do zdobywania wiedzy na temat właśnie tak jak napisałem powyżej – wiedzy o konkretnych grupach Pań i Panów, które współdzielą pewne preferencje i na bazie tychże preferencji ich życia mogą zostać niejako skojarzone ze sobą. Kojarzenie informacji między medium internetowym a jego grupą docelową = profit. Posiadanie wiedzy na temat konkretnych typów skojarzeń między użytkownikami = proft.

Do tego wszystkiego zachowany zostaje spokój społeczności, która może spać spokojnie będąc pewna tego, że właściciela portalu X nie interesuje to, że ma co miesiąc innego kochanka czy też, że jej nazwisko jest takie a takie i mieszka pod takim a takim adresem. Zatem wydaje mi się, że nie ma mowy o odcięciu się od “swoich internautów” na poziomie medium. Jeszcze raz: dane konkretne (o które tak większość zabiega) na temat konkretnego użytkownika X (jednostki) nie są potrzebne właścicielowi medium – on jedynie na poziomie backendu informacyjnego obraca nimi i handluje ze swoimi partnerami zewnętrznymi, którzy szukają klientów na swoje usługi i produkty. Ważne jest budowanie zaplecza informacyjnego i w tym modelu, który widzę – mądre zarządzanie nim przy jednoczesnym zachowaniu zaufania względem internautów = great success – jak mawiał Borat.

Tak więc według mnie, w nowo powstających mediach internetowych powinniśmy skupiać się na:

a) kreowaniu zaufania względem swojej grupy docelowej,
b) zbieraniu dokładnych danych na temat tego jakimi informacjami i którzy internauci, są zainteresowani przeglądając dane medium i uzyskując tym samym dane na temat grup współdzielących dane preferencje (safe-pull),
c) efektywnym dostarczaniu informacji na bazie uzyskanych danych o użytkownikach (re-push) co równe jest kreowaniu relacji między konkretnymi potrzebami jednostek (internauci) a informacjami zewnętrznymi (świat, kraj, rynki),

O wykorzystaniu Web 2.0 nie będę tu wspominać bo chyba jasnym jest, że przy czymś takim gniota do ludzi puścić nie można.

I to co wypunktowałem na chwilę obecną to jest to minimum, które na pewno wiem, że musi istnieć jako podstawa. Po co to wszystko ? Hmm… no chyba po to, by nie było tego całego “wmiare sprawnie stargetowanego” zalewu informacyjnego no i po to, by każdy z nas czuł, że w dobie rozwoju technologicznego są jednak takie miejsca, które są w stanie dostarczać czegoś więcej niż po prostu “informacja” a mówiąc więcej: integrować się nie na zasadzie: medium <-> medium a na zasadzie: medium <-> użytkownik <-> inne medium.

Przy tej wyśnionej wizji jest ogrom możliwości ale wiele jest też punktów zapytania takich jak przykładowo technologia. Jaka technologia i jaka moc była by w stanie pociągnąć te całą wiedzę od społecznośći, przemielić to wszystko i jeszcze wypluć z powrotem do tych, którzy faktycznie mają takie a nie inne potrzeby. To jest trafne pytanie – i sam próbuję doszukać się czegoś takiego co w efekcie sprawia, że czekam na tak efektywną technologię i rozwiązania, na których będzie można spróbować zastosować to o czym tak myślę.